Od dawna podejrzewałem, że tzw. siostry miłosierdzia to w rzeczywistości jakieś psychopatki. No bo jak można czerpać radość bycia potrzebnym z faktu, że ktoś cierpi; a im większe cierpienie, tym większa satysfakcja.
Stały na korytarzu, z gipsowo białymi dłońmi pod habitem, z pokornie na bok przekrzywioną głową i licytowały
– mój bardzo cierpi, wycinali mu pół żołądka, leży nieruchomo, teraz tylko by pił, a i to mu nie wolno…-
-… a mój jest jeszcze nieprzytomny, miał amputację prawej nogi…- chwila triumfu, delikatnego jak puszek pierza z poprawianej poduszki, bo oto przechodz stara siostra i powiewając ptasim kornetem rzuca mimochodem
-… trepanacja czaszki…-

Komentarze

comments